| |
Czeczenia: Kroniki

| Koronacja Putina |
Wacław Radziwinowicz, gazeta.pl, 2012-05-04, ostatnia aktualizacja 2012-05-03 21:04
2012-05-04, ostatnia aktualizacja 2012-05-03 21:04
Ceremonia zaprzysiężenia Władimira Putina na prezydenta Federacji Rosyjskiej jest wzorowana na uroczystej inauguracji cara Aleksandra II w 1855 r. Trzeba pokazać narowowi, że na tron wraca po przerwie Car prawdziwy i absolutnie poważny.
Poniedziałkowa inauguracja Władimira Putina, jak zapowiadają media moskiewskie, będzie wspaniała, pompatyczna i imperialna. Inna tym razem być nie może.
Znany i ceniony za rozsądek publicysta Leonid Radzichowski jeszcze rok temu, jeszcze przed zimowymi wielotysięcznymi protestami opozycji za największą, historyczną wręcz zasługę prezydenta Dmitrija Miedwiediewa uznał to, że tymczasowy zmiennik Putina odarł carską władzę z sakralności, odebrał jej nimb niemal boskości. Bo skoro carem można być na niby, to i można się go nie bać, a już padać przed nim na twarz jakoś tak specjalnych powodów nie ma, można natomiast z niego nawet drwić.
Teraz więc Kreml musi odrobić to, co stracił przez ostatnie cztery lata, pokazać narodowi, że na tron wraca po przerwie Car prawdziwy i absolutnie poważny.
Ceremonia zaprzysiężenia prezydenta Federacji Rosyjskiej, jak pisze tygodnik "Russkij Reportior", jest wzorowana na uroczystej inauguracji cara Aleksandra II w 1855 r., która swą wspaniałością olśniła Europę, a kosztowała astronomiczną wtedy sumę miliona funtów szterlingów.
Prezydent elekt w poniedziałek, tak jak car, przejedzie przez Moskwę. A na Kreml dostanie się tak samo, jak monarcha, przez Bramę Spasską. Potem samotnie po czerwonych dywanach przejdzie do wspaniałej, kapiącej od złota Sali Andriejewskiej Wielkiego Pałacu Kremlowskiego, która przy monarchach odgrywała rolę sali tronowej i gdzie przechowywano carskie regalia - berło, jabłko i koronę.
Carowie na koronację jechali długo, wiele godzin, bo po drodze na Kreml zatrzymywały je deputacje wszelkich stanów wyrażające najwyższy zachwyt najwyższą osobą i przysięgające jej swą dozgonną wierność.
Dziś udającemu się na inaugurację prezydentowi naród osobiście nic wyrazić nie może, bo ulice stolicy, po których jego samochód w otoczeniu eskorty motocyklistów wiezie go na Kreml, są zamknięte dla ruchu i zawczasu oczyszczone z przechodniów.
Moskwa zawsze na początku maja pustoszeje. Mieszkańcy korzystając z tego, że i pierwszego i dziewiątego mają wolne, robią sobie długie ferie. Uciekają z miasta przed bałaganem i korkami wywołanymi przez przygotowania do defilady z okazji rocznicy dnia zwycięstwa nad Niemcami, które sprawiają, że główne ulice miasta raz za razem są na wiele godzin blokowane przez kolumny czołgów, wozów opancerzonych, transporterów rakiet.
W tym roku sam Putin pomógł moskwianom na długo wyjechać z miasta dając narodowi przed świątecznym 9 maja dodatkowe dni wolne w poniedziałek i wtorek. Dzięki temu zapowiadane przez opozycję potężne protesty przeciw powrotowi Putina na Kreml okażą się pewnie mniej liczne niż liczyli przeciwnicy prezydenta-elekta.
Samotny przejazd luksusowego mercedesa przez puste, robiące wrażenie martwego, miasto zwykli Rosjanie będą więc oglądać w telewizji. A państwowe kanały potrafią po mistrzowsku pokazać zaprzysiężenie głowy państwa. Fachowcy z całego świata transmisję inauguracji Miedwiediewa cztery lata temu prowadzoną z kilkudziesięciu kamer umieszczonych na dronach, wysięgnikach, kominach i wieżach uznali za majstersztyk.
Naród zobaczy, więc, jak Putin po niekończących się schodach i korytarzach idzie do sali tronowej, gdzie oczekiwać na niego będzie 4,5 tys. starannie dobranych gości z Rosji i kilku zza granicy. Tym razem ma być wśród nich "drug Silvio", czyli wsławiony skandalami były premier Włoch Silvio Berlusconi.
W ich obecności Putin przejmie od swego poprzednika regalia prezydenckie - sztandar, oprawny w czerwoną skórę egzemplarz konstytucji i "znak prezydencki" - zawieszoną na złotym łańcuchu kopię Orderu za Zasługi przed Ojczyzną, na odwrocie której zostało wygrawerowane jego imię, nazwisko i rok jego inauguracji.
Ceremonia koronacji carskiej była uroczystością religijną. Dziś zwierzchnik Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, Patriarcha Moskwy i Wszechrusi jest na niej jednym z najważniejszych gości, ale to nie on, tylko przewodniczący Sądu Konstytucyjnego przyjmuje przysięgę prezydencką. Jak twierdzi Władimir Szewczenko, kremlowski mistrz ceremonii w epoce Borysa Jelcyna, Rosjanie uwspółcześniając inaugurację głowy państwa wzorowali się na Stanach Zjednoczonych, gdzie prezydent przysięga przed przewodniczącym Sądu Najwyższego.
Gospodarz Kremla ma jednak trudniej niż nowy lokator Białego Domu. Amerykański prezydent powtarza kolejne frazy przysięgi po przewodniczącym sądu. Rosjanin wypowiada jej słowa sam i z pamięci.
To też ważny symbol podkreślający, że Przywódca stoi ponad instytucjami państwowymi, a odpowiada tylko przed całym narodem.
|
| Szamil 2012-05-04 10:00:59 skomentuj (0) |
| 20 osób zginęło w wybuchach bomb w Dagestanie |
2012.05.04, 06:37
Około 20 osób zginęło, a 30 innych odniosło rany w wybuchach dwóch bomb przed posterunkiem milicji w autonomicznej republice Dagestanu na południu Rosji - poinformowały rosyjskie media.
Według cytowanego przez agencję RIA komunikatu Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego, pierwsza eksplozja nastąpiła, gdy milicja zatrzymała pojazd w celu sprawdzenia dokumentów. Druga bomba wybuchła po przybyciu straży pożarnej i pogotowia ratunkowego, powodując dalsze ofiary.
Jak podało źródło we władzach bezpieczeństwa, na które powołuje się RIA, do 20 osób poniosło śmierć, a 30 innych zostało rannych. Natomiast portal internetowy Lifenews przekazał wypowiedź lokalnego przedstawiciela milicji, iż liczba zabitych wynosi 17, zaś rannych 68.
Nieoficjalna strona internetowa islamistów kavkazcenter.com poinformowała, że milicyjny posterunek uległ niemal całkowitemu zniszczeniu. Według agencji RIA, w zamachu został także uszkodzony pobliski gazociąg.
Strzelaniny i zamachy bombowe to niemal codzienność w położonym na Północnym Kaukazie Dagestanie, gdzie rebelianci walczą o utworzenie państwa islamskiego.
|
| Szamil 2012-05-04 09:57:25 skomentuj (0) |
| Reprezentanci grają dla czeczeńskiego reżimu |
Anita Karwowska
2012-02-21, ostatnia aktualizacja 2012-02-22 17:41
Metro, gazeta.pl,
Dwóch zawodników piłkarskiej reprezentacji Polski, którzy mają szanse zagrać w kadrze podczas Euro 2012, zaczyna karierę w czeczeńskim klubie piłkarskim Terek Grozny. Jego prezesem jest Ramzan Kadyrow, prezydent Czeczenii, którego obrońcy praw człowieka oskarżają o stosowanie tortur i polityczne zabójstwa.
Zbierając materiał do tekstu, rozmawiałam z działaczami organizacji pozarządowych, którzy wspierają czeczeńskich uchodźców. Gdy jednemu z nich przedstawiłam temat: piłkarze polskiej kadry narodowej grają dla Ramzana Kadyrowa, na wstępie usłyszałam: - Kadyrow to s...syn i zbrodniarz.
W artykułach poświęconych Kadyrowi, 35-letniemu prezydentowi Czeczenii, pojawiają się określenia: przeciwników wybił albo zastraszył, brutalny, dławił bunty, boją się go przyjaciele i wrogowie, bezgranicznie lojalny wobec Kremla, obrońcy praw człowieka oskarżają go o terror, zlecenia porwań dla okupu i zabójstw. Zamordowana w 2006 roku rosyjska dziennikarka Anna Politkowska pisała, że Kadyrow urządził rzeźnię we własnym domu.
Prezydent jest równocześnie prezesem grającego w rosyjskiej lidze klubu piłkarskiego Terek Grozny. Drużyna (grają w niej zawodnicy z kilku krajów, w tym jeden Polak) rozgrywa mecze na nowoczesnym stadionie w Groznym, który powstał za pieniądze hojnie przekazywane Kadyrowi z Moskwy. Na co dzień piłkarze trzymają się jednak z dala od Groznego - trenują i mieszkają kilkaset kilometrów od zniszczonego wojną miasta. Do niedawna zespół trenował Ruud Gullit, dawny gwiazdor holenderskiej i włoskiej piłki. To jednak nie pomogło - Terek jest w strefie spadkowej rosyjskiej ligi.
Od marca zespół mają wzmocnić kolejni polscy piłkarze: Maciej Rybus i Marcin Komorowski. Obaj grają w Legii Warszawa, pierwszy jest pomocnikiem, a drugi obrońcą. Za transfer czeczeński klub zapłacił - jak ujawniła "Gazeta Wyborcza" - podobno 2,7 mln euro za Rybusa i 450 tys. euro za drugiego Komorowskiego. Obaj piłkarze są reprezentantami Polski. Rybus zanim wyjedzie do Groznego, zagra 29 lutego w meczu Polska - Portugalia na Stadionie Narodowym. Obaj mają ogromne szansę na powołanie do kadry reprezentacji Polski naEuro 2012.
Jadą do Czeczeni, bo dobrze płacą
W rozmowach z dziennikarzami przyznawali, że jadą grać dla Kadyrowa, bo dobrze płaci. - Chcę spróbować czegoś nowego. Nie ma co ukrywać, że dostałem też bardzo atrakcyjną ofertę finansową - mówił wczoraj w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Maciej Rybus. Nie udało się nam z nim wczoraj skontaktować, rozmawialiśmy z Komorowskim. - Dlaczego zgodził się pan grać w klubie u człowieka, o którym mówi się, że jest zbrodniarzem?
Piłkarz był wściekły za tak postawione pytanie. - Szuka pani skandalu. Nie będę rozmawiać na temat tego, co mówią i w ogóle na ten temat rozmawiać - odpowiedział.
PZPN: Na wielu właścicieli klubów można coś znaleźć
Jan Tomaszewski, były bramkarz polskiej reprezentacji za czasów trenera Kazimierza Górskiego, poseł PiS, ostro krytykuje wybór dzisiejszych kadrowiczów. - Można odnieść wrażenie, że skoro grają w klubie Kadyrowa, to aprobują to, co się tam dzieje. Czy gdyby Łukaszenka zapłacił im więcej, to graliby dla niego? - pyta. - Polski Związek Piłki Nożnej nie widzi problemu z wyjazdem Polaków do Czeczenii. - Interesuje nas wyłącznie dobra dyspozycja piłkarzy, nie poglądy i kwestie moralności. Gdybyśmy się przyjrzeli, pewnie na wielu właścicieli klubów sportowych dałoby się coś znaleźć - mówi Agnieszka Olejkowska, rzecznik prasowy PZPN.
Nie tylko Polacy grają dla Kadyrowa
Może dlatego Issa Adajew, uchodźca polityczny z Czeczenii, były dyrektor zniszczonego w latach 90. Muzeum Narodowego w Groznym, który dziś działa w Polsce jako kulturoznawca tamtego regionu, powiedział: - Czemu mam zastanawiać się nad dwoma piłkarzami Kadyrowa? Do Czeczenii ciągną gwiazdy z całego świata, ale świat milczy o tym, ilu niewinnych ludzi tam zginęło. Moje oburzenie nic nie zmieni - mówi zrezygnowany.
W październiku 2011 roku na uroczystościach otwarcia kompleksu wieżowców w Groznym pojawiła się między innymi zdobywczyni Oscara Hilary Swank. Aktorka po wszystkim przeprosiła.
Bardzo żałuję, że uczestniczyłam w tej imprezie, co rzuca cień na moje głębokie zaangażowanie w obronę praw człowieka - napisała w oświadczeniu.
Oprócz niej na imprezie pojawili się między innymi skrzypaczka Vanessa Mae, brytyjski piosenkarz Seal i aktor kina akcji Jean-Claude Van Damme (na zdjęciach siedzi obok Kadyrowa i wesoło klaszczą).
Ramzan Kadyrow po zeszłorocznym pokazowym meczu piłkarskich światowych gwiazd futbolu z Terek Grozny: - Na Zachodzie piszą tylko, jak zabijani są ludzie i jaki to ze mnie łajdak. A teraz widać, że ludzie żyją tu całkiem normalnie.
|
| Szamil 2012-02-22 18:19:23 skomentuj (0) |
| Walki na granicy Czeczenii i Dagestanu. Wiele ofiar |
Sobota, 18 lutego (18:31)
Do 17 wzrosła liczba funkcjonariuszy sił specjalnych policji zabitych w czasie operacji przeciw rebeliantom na granicy Dagestanu i Czeczenii, republik na rosyjskim Północnym Kaukazie - poinformował w sobotę szef MSW Czeczenii Rusłan Ałchanow.
Jak dodał, w ciągu trwającej od czterech dni operacji rannych zostało ponadto 24 policjantów.
Według rosyjskich agencji, siły federalne użyły artylerii i lotnictwa. Policja okrążyła na pograniczu Czeczenii i Dagestanu trzy oddziały rebeliantów, liczące w sumie 50-100 ludzi.
Bilans z piątku mówił o 13 zabitych funkcjonariuszach i około 20 ofiarach wśród islamistów. Także w piątek prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow potwierdził, że "trwa specjalna operacja przeciwko nielegalnym zbrojnym bandom".
Od czasu pierwszej wojny w Czeczenii w 1994 roku, w której powstańcy walczyli o niezależność od Rosji, czeczeński ruch separatystyczny uległ islamizacji. W połowie poprzedniej dekady przekształcił się w rebelię zbrojną pod hasłami budowy Emiratu Kaukaskiego i rozszerzył na sąsiadujące z Czeczenią muzułmańskie republiki Północnego Kaukazu.
http://fakty.interia.pl
|
| Szamil 2012-02-18 22:51:06 skomentuj (0) |

|
|
|
|
|
|
|
|